Dzisiaj, tj. 6 listopada o 7:30 wystartowałem z Wałbrzycha do Portimao w Portugalii, gdzie zamierzam zwodować swoją Falkę. Stamtąd do Sagres już wodą, jak przyjdzie czas startu. Miałem wyjechać wczoraj po południu, ale pojawiły się pewne nieprzewidziane wcześniej trudności. Tak czy inaczej, 1000 km już za nami i jak to piszę (19:30), jesteśmy w Niemczech, kilkanaście kilometrów przed francuską granicą. Jadę z dwoma kolegami, którzy postanowili wesprzeć mnie przed startem swoją obecnością i co ważne, wrócą do Polski z przyczepą na pusto.
Postaram się co jakiś czas dopisywać nowe informacje, a tymczasem wrzucam kilka zdjęć.
Ciag dalszy tripa przez Europę. Francja ciągnęła się niemiłosiernie. Noc i ulewny deszcz nie ułatwiały, a do tego doszło zmęczenie. Trzeba było się zdrzemnąć - 2h wystarczyły i dojechaliśmy do Hiszpanii.
Na stacji benzynowej gdzies w Pirenejach caffe latte w wersji large podano w kubeczku 100ml - trochę mało jak na polskie standardy, ale była całkiem smaczna. Kierujemy się na Sewillę.
Do mariny w Portimao dojechałem ok 2:00 w nocy, kolegów zostawilem w hotelu. Przywilali mnie Darek i Jakub. Wystarczyło sił tylko na prysznic i poszedłem spać w łódce. O 9:00 miało się rozpocząć wodowanie.
Ostatecznie wodowanie było o 14:00 - nie znam dobrze Portugalczyków, ale wydaje mi się, że mają na wszystko czas. Samo postawienie Falki na wodzie zabrało nie więcej jak 10 minut. Potem postawienie masztu i cała reszta odbywała się bez pomocy obsługi mariny.
Zacumowałem łódkę przy kei i pojechaliśmy do Sagres pooglądać port i klify.
Poniedziałek 10 listopada - wczoraj moje chłopaki pojechali do domu, a ja zostałem z czterema innymi Setkowiczami - Darkiem, Kubą, Rafałem i Andrzejem. Praca wre, każdy z nas szpei swoją łódkę, sprawdza żagle, dokłada dodatkowe liny, knagi itd. Stoimy obok siebie - pięć łódeczek, a na każdej z nich krząta się jeden świr, który chce popłynąć swoją dłubanką przez ocean. Wzbudzamy niemałe zainteresownie - podchodzą zaciekawieni ludzie, zadają pytania, życzą szczęścia, stopy wody i pomyślnych wiatrów. Bardzo to miłe.

W poniedziałek ok 17:00 weszło do naszego portu trzech kolejnych żeglarzy: Ian, Erdal i Bartosz. Teraz jesteśmy już wszyscy. Zdążyliśmy się tylko przywitć i wygonił nas deszcz - każdy schował się w swojej łódce.
Prognozy pogody nie są optymistyczne. To, że nie wystartujemy zgodnie z planem czyli 11 listopda, było wiadome od jakiegoś czasu. Dość głęboki niż pokrzyżował nam plany silnym wiatrem i kierunkiem z południa. No... a my właśnie chcemy na południe. Pisałem już wcześniej, że Lady Falka pod wiatr nie chce pływać, więc wszyscy z niecierpliwością śledzimy pogodę. Może wystartujemy w sobotę, jak warunki pozwolą, a na razie czekamy.