29 sierpnia 2025

Wodowanie Falki – 10 sierpnia 2025, NCŻ Górki Zachodnie

Długo się to ciągnęło… ale w końcu przyszedł ten dzień.

10 sierpnia 2025 moja Falka po raz pierwszy dotknęła wody. Wodowanie odbyło się w Narodowym Centrum Żeglarstwa w Górkach Zachodnich. Po odczepieniu zawiesi dźwigu, utrzymywała się na wodzie sama z siebie - to dobry znak :).

Pracy przy łódce było tyle, że zwyczajnie nie miałem już siły prowadzić bloga na bieżąco. Kto budował jacht, ten wie – każdy detal zajmuje więcej czasu, niż się planowało. Zamiast pisać kolejne wpisy, wolałem po prostu pracować dalej, żeby zdążyć ze wszystkim. Dlatego na blogu zrobiło się trochę dziur i wpisy pojawiają się z opóźnieniem, a ostatnie z nich wysłałem hurtowo. Tak więc dalej, na szybko, uzupełniam zaległości, żeby była jakaś ciągłość i żeby każdy, kto kibicuje, mógł zobaczyć co i jak. 

Oczywiście sporo rzeczy jeszcze opiszę dokładniej – chociażby konstrukcję samosteru, elektrykę czy różne techniczne smaczki. Ale to później, krok po kroku, bo nie chcę niczego pominąć. Na razie zależało mi, żeby blog był na tyle aktualny, bym mógł go udostępnić na okoliczność rejsu kwalifikacyjnego i dać link do śledzenia mojej trasy.

Sam moment wodowania – emocje nie do opisania. Rok intensywnej pracy, setki godzin spędzonych przy szlifowaniu, laminowaniu, montażu, poprawkach… i nagle łódka wisi na dźwigu, a potem spokojnie siada na wodzie. Niby oczywiste, że będzie pływać, a jednak serce bije szybciej, dopóki nie zobaczysz tego na własne oczy.

Wodowanie nie odbyłoby się jednak, gdyby nie mój kolega-setkowicz, Darek Klar, który odpowiednio mnie zmotywował. Ostatni tydzień przed wodowaniem to było jedno wielkie wariactwo – praca do drugiej w nocy, potem szybki sen, rano obowiązki w pracy, a po południu kawa w biegu i znowu garaż do późnych godzin nocnych. Bez tego pchnięcia do przodu pewnie dalej bym dłubał w nieskończoność, poprawiając każdy szczegół.

Darek uświadomił mi coś bardzo ważnego – że wcale nie muszę jechać w pełni skończonym jachtem. Brakujące elementy mogę dorobić już na miejscu, a część rzeczy spokojnie da się poprawić, gdy łódka stoi na wodzie. I faktycznie, tak było – instalację elektryczną robiłem już w marinie, liny i sznurki dobierałem na miejscu, a materaca na kojach nadal nie miałem… Ale jak się okazuje, bez materaca też da się pływać.

Dzięki tej motywacji mam już łódkę wstępnie opływaną i to jest dla mnie ogromna wartość. Wyjście z garażu było niezbędne, bo inaczej niechybnie czekałoby mnie pomieszczenie o białych, miękkich ścianach - bez klamki w drzwiach. Za to wsparcie i trzeźwe spojrzenie – wielkie dzięki, Darek!

Mam mnóstwo zdjęć z tego dnia – część wrzucam tutaj, żebyście mogli poczuć klimat razem ze mną. 





















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz