Na blogu postaram się dokumentować budowę jachtu Setka, na którym zamierzam samotnie przepłynąć Atlantyk.
22 kwietnia 2025
Zabudowa wnętrza 2 i pokrycie pokładu.
09 kwietnia 2025
Zabudowa wnętrza 1 - podwaliny pod koje
Blog jest w tyle za budową. Wpisy są nieregularne, ale to przez brak czasu. Niemniej jednak trzeba dopełnić obowiązku, chociaż mówiąc szczerze, prowadzenie bloga zaczyna mnie wciągać, a pisanie sprawiać przyjemność :).
Trzeba zabudować to wnętrze. Nie planuję tam super optymalnych rozwiązań, doskonałych schowków, szuflad i uchwytów na zastawę stołową. Do wyboru mam dwie opcje: będzie prosto, wręcz spartańsko, albo wcale. Wybieram pierwszą.
Jest plan na dwie koje i miejsce na kuchenkę. Na lewej burcie koja 1,9 m i 0,6 m blatu na kuchenkę, a na prawej burcie dłuższa koja 2,5 m. Żadnych stolików nawigacyjnych. Podpatrzyłem pomysł na blogu u Iana Cartera na stolik, który będzie oparty o krawędzie obu koi lub w kokpicie i to powinno wystarczyć, żeby postawić laptopa lub coś napisać. W ogóle uważam, że blog Iana jest super prowadzony, sam bardzo dużo z niego korzystam i podpatruję rozwiązania. Niestety, nie mam szans na wdrożenie tego wszystkiego u mnie.
W części dziobowej przed masztem będzie przestrzeń ładunkowa - nie będzie tam żadnych szafek czy półek. Na Atlantyk rzeczy będą umieszczone w workach i zadbam tylko o ich dobre mocowanie, czyli jakieś siatki zabezpieczające, punkty mocowania pasów, gumy transportowe i tyle. Do pływania w dwie osoby, bardziej rekreacyjnie, planuję tam umieścić toaletę turystyczną, aby zapewnić odrobinę cywilizacji. Jednej osobie na Atlantyku cywilizacja do niczego nie jest potrzebna, dlatego do dyspozycji będzie tylko wiadro :P. Aby odgrodzić część bagażową od reszty wyciąłem ściankę grodziową ze sklejki 8mm i wkleiłem po stronie kambuza. Widać to na poniższym zdjęciu.
Koje i kambuz jak dla mnie, nie mogą być wykonane według projektu. Wysokość koi jest za duża i uderzałbym głową w pokład podczas siedzenia. Ja robię koje niżej, ale za to będę mógł się swobodnie wyprostować i siedzieć nawet w kasku. Tak – planuję zabrać ze sobą lekki kask wspinaczkowy na trudniejsze warunki. Pod lewą koją będą trzy otwierane schowki i jeden schowek w kambuzie, a pod prawą koją cztery schowki. Rezygnuję z budowy jaskółek na burtach - brak na to czasu. Będą organizery z tkaniny i elastyczne siatki.
Dla mnie najtrudniej było wejść w rytm - jak złapać przyczółek, żeby później praca już szła bezproblemowo? Od czego zacząć? Jak już miałem plan wnętrza i wiedziałem, jakie mają być wysokości zacząłem od wymierzenia pionowych mini-grodzi, na których zabudowana jest koja. Wszystkie te mini-grodzie, dzielące przestrzeń pod koją na kilka schowków, musiały być w pionie i na jednej wysokości. Najprostszym rozwiązaniem byłoby skorzystać z poziomnicy laserowej, rzucającej promień lasera dookólnie, ale wcześniej musiałbym idealnie wypoziomować kadłub. Na początku próbowałem to robić, ale nie zamocowałem go wystarczająco stabilnie i przechylał się nieznacznie pod moim obciążeniem, raz w jedną, a raz w drugą stronę. Było to może kilka milimetrów, ale na linii rzucanej przez poziomnicę różnica była już nieakceptowalna. Dlatego przenosiłem piony i poziomy od wewnętrznych części kadłuba jak wręgi i denniki. Na pierwszym zdjęciu jest widoczna część konstrukcji, która pozwoliła mi na wyznaczenie płaszczyzny pierwszych pionowych elementów pod kojami. Na poniższym widać już narysowaną na burcie wyznaczoną linię.
Następnie przystąpiłem do wycięcia z płyty boku koi. Musiałem odwzorować kształt dna, do czego posłużyłem się szablonem wycinanym ze spienionego PCV i klejonego cyjanoakrylem.
Po wycięciu i wstępnym zamocowaniu, robiłem szablony ze sklejki do mini-grodzi pod kojami (nie wiem, czy istnieje jakaś poprawna nazwa żeglarska), a następnie wycinałem je ze sklejki. Na ich prostych krawędziach wkleiłem listwy 20x30, aby móc mocować do nich ścianę boczną i płytę poziomą koi.
Arkusze sklejki 8mm nie były proste, dlatego po wycięciu kleiłem do nich listwy na prostym profilu stalowym 60x60.
Następnie gotowe mini-grodzie wklejałem do kadłuba na żywicę epoksydową z dodatkiem ciętego włókna szklanego West System. Kilka zdjęć z tego procesu. Najpierw w miejscu łączenia nakładałem na kadłub masę, a następnie po obu stronach starałem się wszystko wyrównać szpatułką. Niestety, dodatek szkła spowodował, że wszystko miało konsystencję gluta, włókna zachowywały się jak spaghetti, więc nie ma takiej gładkości, jaką uzyskałem przy wypełnianiu naroży. Nie było to jednak niezbędne.
06 marca 2025
I co dalej?
Do tej pory robota jakoś szła. Przychodziłem, wiedziałem, na jakim etapie jestem i co mam robić dalej. Wiedziałem też, jak to robić. Teraz, gdy kadłub został odwrócony, zostałem kompletnie wybity z rytmu. Oczywiście wiem, że trzeba zabudować wnętrze i zrobić poszycie pokładu, ale to są ogólniki, a ja potrzebuję mieć plan, jak to zrobić.
Poszycie pokładu wydaje się proste, bo w niczym nie różni się od poszywania kadłuba z tym, że ja chcę najpierw zabudować wnętrze. Przyczyna jest prosta - zacząłem budowę dość późno i czasu nie mam wiele. Nie mogę więc dopuścić do sytuacji, że po pokryciu pokładu będę musiał tracić czas na przymusowy kurs jogi w celu nabycia giętkości niezbędnej do zabudowy wnętrza. Postanowiłem więc wybrać drogę krótszą, kosztem wybicia się z rytmu poszywania sklejką drewnianego szkieletu.
No dobra - postanowione, robię środek. Ale od czego zacząć? Nie mam punktów odniesienia, siedzę, gapię się jak sroka w gnat, rozmyślam, a robota się nie posuwa. Chcę przemyśleć wszelkie prace, żeby uniknąć błędów i poprawek, ale brak fizycznych postępów coraz bardziej irytuje. I oto wpadam na pomysł - rób to, co wiesz. Hmm... nie ma tego dużo, więc zaczynam "filletowanie".
Wypełnianie żywicą wszystkich naroży i wyprowadzenie ich "na okrągło" ma dwa cele. Po pierwsze wzmacnia łączenie elementów (wzdłużników ze sklejką, dwóch sklejek łączonych pod kątem itp.), jak również przynosi efekt czysto estetyczny. Tyle wyczytałem z mądrych książek i usłyszałem od "wiedzących" i nawet jeśli istnieją kolejne powody, to już pierwszy z wymienionych jest warunkiem wystarczającym, żeby to robić. Koniec rozmyślań - do dzieła!
Używałem żywicy Havel, którą stosowałem do laminowania i Epidian 5, próbowałem różnych wypełniaczy jak wypełniacz kwarcowy, krzemionka koloidalna, pył drzewny ze szlifowania. W końcu doszedłem do wniosku, że najlepiej wychodzi mi Epidian 5 + utwardzacz TFF i pomieszane, wcześniej wymienione wypełniacze. Wypełniacze dawałem na oko, powiedzmy 2/5 kwarcu, 2/5 krzemionki i 1/5 pyłu ze szlifowania. Przewaga żywicy Epidian nad Havelem była taka, że Epidian 5 jest już sam w sobie konsystencji miodu, co spowalnia spływanie z pionowych powierzchni, utwardzacz TFF wiąże bez problemu w niskich temperaturach, a w temperaturach ok 18 st. C dość szybko żeluje - masa zastyga zanim spłynie. Dobrze, a nawet lepiej pracowało się z Epidianem 5 i utwardaczem Z1, ale nie daje się tego dobrze szlifować nawet po dwóch tygodniach. Jest to kwestia niskich temperatur - jak napalę w piecyku, w garażu jest bardzo ciepło, ale jak wygaśnie, dość szybko się wychładza. Temperatura szybko spada do 5 stopni i dlatego TFF jako przystosowany do niskich temperatur, sprawdza się lepiej.
Poniżej kilka zdjęć. Widać na nich, że kolor żywicy różni się w zależności od typu wypełnienia. Miałoby to znaczenie, gdybym chciał zachować rysunek drewna i pokryć wszystko lakierem bezbarwnym. Do tego jednak wymagana jest precyzja, na którą po pierwsze - potrzeba cierpliwości, po drugie - chęci, a po trzecie - czasu. Nie mam żadnej z tych rzeczy. Drewno nie jest moim "umiłowanym" materiałem, nie chcę mieć wewnątrz wrażenia siedzenia w leśniczówce, a o braku czasu nawet szkoda gadać! Dlatego pomaluję wszystko na biało, bo ma być estetycznie i jasno. Kolor szpachli w takim razie nie ma większego znaczenia, bo i tak przykryje to farba.

13 lutego 2025
Energia elektryczna na jachcie
Postanowiłem odetchnąć trochę od budowy kadłuba i pomyśleć, jak zorganizować sprawę energii elektrycznej na jachcie. Oczywiście jest na to jeszcze sporo czasu, ale dla higieny umysłu przyda się zrobić kilka obliczeń.
Ograniczenia w regulaminie regat mówią o mocy panelu fotowoltaicznego, który nie może przekraczać 50W. Czy to dużo, czy mało? - jak zwykle odpowiedzią najbardziej pasującą jest "To zależy...". Zależy oczywiście od zapotrzebowania na energię, ale ponieważ to moc panelu jest z góry określona, to zapotrzebowanie na energię należy dostosować właśnie do niego.
Na początku może policzmy (chociaż lepszym słowem byłoby "oszacujmy"), ile tej energii jesteśmy w stanie pozyskać.
Produkcja energii.
- straty w panelu PV - strata wynosi 0,4% na każdy stopień powyżej 25 st. C. Panel może osiągnąć temperaturę 50 - 60 stopni więc przyjmijmy, że jest to 12%,
- strata w przetwarzaniu napięcia przez kontroler MPPT: 3%,
- strata na przewodach 6mm^2: 1,2%,
- straty w akumulatorze AGM: 10%, LiFePO4: 2%.
Sumaryczna efektywność systemu:
- dla akumulatora AGM: 100 - 26,2 = 73,8%,
- dla akumulatora LiFePO4: 100 - 18,2 = 81,8%.
Efektywność nasłonecznienia w dni pochmurne: 20%
Trasa pierwszego etapu regat Portugalia - Teneryfa w listopadzie:
- średnia liczba godzin efektywnego nasłonecznienia: 4h
- dni pochmurne: 30%
- średnia liczba godzin efektywnego nasłonecznienia: 5h
- dni pochmurne: 20%
- I etap: 0,7 * 4 + 0,3 * 0,2 * 4 = 2,8 + 0,24 = 3,04h
- II etap: 0,8 * 5 + 0,2 * 0,2 * 5 = 4 + 0,2 = 4,2h
Zużycie energii
- Oświetlenie nawigacyjne topowe 3W - 0,25A, czas pracy: 10h/dobę,
- AIS klasy B: 0,25 A, czas pracy 12h/dobę,
- Radio VHF (głównie słuchanie, nadawanie sporadyczne): 0,1A, czas pracy 12h/dobę,
- Oświetlenie wewnętrzne 1W: 0,08, czas pracy 3h/dobę.
- Głośnik bt Clip5 - pojemność baterii 5,2 Wh, ładowanie codziennie,
- Smartfon - pojemność baterii 17,33 Wh, ładowanie codziennie,
- Tablet - pojemność baterii 25 Wh, ładowanie co 3 dni,
- Laptop - pojemność baterii 50 Wh, ładowanie co 3 dni,
- Kamera GoPro - pojemność baterii 6,6 Wh, ładowanie codziennie.
- Oświetlenie nawigacyjne: 0,25 * 12 * 10 = 30 Wh,
- AIS: 0,25 * 12 * 12 = 36 Wh,
- Radio VHF: 0,1 * 12 * 12 = 14,4 Wh,
- Oświetlenie wewnętrzne: 0,08 * 12 * 3 = 2,88 Wh,
- Głośnik bt: 5,2 Wh,
- Smartfon: 17,33 Wh,
- Tablet: 8,3 Wh,
- Laptop: 16,7 Wh,
- Kamera GoPro: 6,6 Wh.
- dla kwasowych (w tym AGM): 50% pojemności,
- dla LiFePO4: nawet do 100%, ale dla większej żywotności przyjmijmy 90%
- dla AGM: 34,5 / 0,5 = 69 Ah,
- dla LiFePO4: 34,5 / 0,9 = 38,3 Ah.
PS. Na koniec mała porada
03 lutego 2025
Wielki dzień - odwracanie kadłuba
Odwracanie kadłuba to szczególna chwila w budowie. Z jednej strony zostało jeszcze całe mnóstwo prac wewnątrz i na pokładzie, ale z drugiej strony oznacza koniec ważnego etapu. Można pozbyć się helingu, a kadłub trzyma się kupy samodzielnie.
Wstrzymywałem się z odwracaniem, bo zamówiłem wycięcie płetwy balastowej na wycinarce plazmowej cnc i trochę się przeciągało jej wykonanie. Pomyślałem, że znacznie łatwiej będzie mi montować ją, jak kadłub będzie dnem do góry - niestety, po dwóch tygodniach czekania okazało się, że padł sterownik silnika osi Z w wycinarce i wykonanie płetwy przeciągnie się o kolejne dwa tygodnie. No trudno - postanowiłem, że kadłub odwrócę, żeby nie tracić czasu, a płetwę później, już na spokojnie będę jakoś dopasowywał.
Najpierw zabezpieczyłem kadłub na pasach transportowych mocowanych do obrotowej rury pod stropem. Potem usunąłem całkowicie heling. Do pomocy przy odwracaniu poprosiłem brata - pierwszy pomocnik w mojej szkutni :). Łódka lekka, dodatkowo patent pozwalający ją podwiesić pod stropem i odwrócić w stanie podwieszonym pozwalał sądzić, że obejdzie się bez większych trudności. Taki był plan, jednak okazało się, że podczas odwracania burta opiera się o podłogę. Była chwila słabości, gdy brat trzymał łódkę od strony pokładu, ja od strony dna, łódka leci na mnie i obaj wiemy, że tak się długo utrzymać jej nie da, ale w tym momencie przyjechał kolega z nieoczekiwaną wizytą - doskonałe wyczucie czasu :).
Poniżej kilka zdjęć z procesu odwracania.
Po odwróceniu miałem wrażenie, że łódka jest jakaś taka większa. Zmieniiło się postrzeganie i wnętrze jest jasne - może dlatego. Cały czas nurtują mnie pytania: na jakim etapie czasowo się znajduję, jeśli chodzi o tę budowę? Czy to połowa drogi, czy dalej? A może to jak z budową domu, gdzie stan surowy to dopiero początek? Jak sobie poradzę z zabudową wnętrza? Czy zdążę do czerwca na zaplanowane wodowanie? Na razie nie znam odpowiedzi, ale jedno wiem na pewno - 300h potrzebne na wybudowanie Setki, o których pisze konstruktor, pan Janusz Maderski, dla mnie jest nieosiągalne. Może to przez brak doświadczenia w budowie łódek, może przez brak utrzymywania odpowiedniej dyscypliny pracy, a może jedno i drugie naraz. Sam przyłapuję się, że często stoję i rozmyślam, jak coś zrobić, zamiast to robić. Nic to - będę kontynuował tę nierówną walkę, a o postępach nie omieszkam napisać na blogu :).
10 stycznia 2025
Szpachlowanie... szlifowanie... malowanie...
Wbrew pozorom laminowanie to fajna i szybka praca. Poniekąd wymusza to technologia, bo żywica ma swój czas pracy i trzeba się spieszyć. To, co nastąpiło później, już takie fajne nie było.
Tak więc na początku przeszlifowałem wszystko na gładko. Pokazały się widoczne miejsca, gdzie należałoby nałożyć szpachlę, ale też wiele miejsc wychodzi dopiero do pomalowaniu, dlatego po przeszlifowaniu od razu pomalowałem całość podkładem epoksydowym, zostawiając pas ok. 30 cm od krawędzi burty. Będzie tam laminowanie łączenie z pokładem i wolałem, żeby warstwa farby nie była przekładką pomiędzy warstwami szkła.

















































