22 kwietnia 2025

Zabudowa wnętrza 2 i pokrycie pokładu.

Przyczółek został znowu zdobyty, więc robota idzie lepiej. Kończę wnętrze. Postanowiłem połączyć mocowanie pionowych elementów koi razem z pionowymi elementami kokpitu, bo przecież leżą w jednej płaszczyźnie. Poniżej wycięte i zamocowane elementy kokpitu.





Wyszlifowałem wnętrza bakist pod kojami i okleiłem taśmą płaszczyzny klejenia z poziomymi elementami koi. Niestety, nie zrobiłem zdjęć z tych samych ujęć po malowaniu. 






Malowanie wnętrza to temat, który spędzał mi sen z oczu. Nie wiedziałem, jakich materiałów użyć, żeby było to poprawnie zrobione. Chodzi o to, że łódka (drewno) jest całkowicie zamknięta szczelnie od zewnętrznej strony przed przenikaniem wilgoci - kolejno: laminat epoksydowy, podkład epoksydowy i farba poliuretanowa, a w części podwodnej Coppercoat (też epoksydowy). Pomalowanie wnętrza również epoksydem i poliuretanem w żaden sposób nie pozwoli na wnikanie wody do drewna, ale też jest doskonałą barierą przed dyfuzją pary wodnej z wnętrza drewna na zewnątrz. 

Dużo słyszałem o tzw. suchym butwieniu, które ma być zmorą jachtów o drewnianej konstrukcji. Niemniej grono osób związanych ze szkutnictwem drewnianym jest podzielone. Rozmawiałem z kilkoma szkutnikami, którzy budują i remontują jachty drewniane i każdy miał na ten temat swoje zdanie: od skrajności, że szczelne zamknięcie drewna nieprzepuszczalnymi powłokami doprowadzi do jego destrukcji w ciągu dwóch, trzech lat, do opinii, że suche butwienie jest jak Yeti - każdy słyszał, ale nikt nie widział. Oczywiście były też opinie pośrednie, że suche butwienie dotyczy pełnego drewna, ale nie sklejki, która jest już drewnem poddanym pewnemu procesowi obróbki, itd., itp. I bądź tu mądry chłopie... Komu wierzyć?

Zacząłem więc badać temat po swojemu, powoli odsiewając ziarno od plew z całego gąszczu informacji dostępnych w internecie. Co to tak naprawdę jest to suche butwienie, czym się objawia i jakie warunki muszą być spełnione, żeby mogło wystąpić? 

Otóż, z zebranych przeze mnie informacji wynika, że za suche butwienie jest odpowiedzialny grzyb Serpula lacrymans. Gdy polaminujemy kadłub i równocześnie pomalujemy epoksydem wnętrze, zakładamy, że szczelna powłoka raz na zawsze zabezpieczy drewno. Jeżeli jednak przed pomalowaniem materiał nie został dostatecznie wysuszony, w strukturze pozostaje pewna porcja wilgoci. W normalnych warunkach nadmiar wody powoli odparowuje, lecz zamknięty pod warstwą „plastiku” nie ma dokąd uciec. Już niewielka ilość tlenu (np. zamknięta w szczelinach drewna pod laminatem) wystarcza, by stworzyć idealne środowisko dla rozwoju grzybów, z Serpula lacrymans na czele. Kolonizacja przebiega skrycie: na zewnątrz laminat wciąż wygląda na nienaruszony, a pod spodem grzyb intensywnie trawi przede wszystkim celulozę. W trakcie tego procesu powstaje dodatkowa woda metaboliczna, która jeszcze bardziej podnosi wilgotność zamkniętego drewna i przyspiesza rozkład. Z czasem włókna tracą spójność i drewno staje się kruche, rozsypując się w brunatny pył.

Właśnie dlatego, że szczelne zamknięcie drewna z obu stron może prowadzić do suchego butwienia, część osób zdecydowanie odradza malowanie wnętrza nieprzepuszczalnymi farbami epoksydowymi i poliuretanowymi. No tak, ale konieczne są jeszcze dwa warunki - wilgoć w drewnie przed pomalowaniem i zarodniki grzyba. 

W pierwszej kolejności pomalowałem drewno impregnatem grzybobójczym, który nie tworzy żadnej powłoki. Wybrałem produkt oparty o rozpuszczalniki organiczne, który łatwo penetruje drewno i szybko odparowuje. Impregnat na bazie wody, mimo że skuteczny, wprowadza dodatkową wodę do drewna, a jak wiadomo - to ona, wbrew nazwie - jest powodem suchego butwienia. Warunków ani czasu na wyschnięcie tej wody nie miałem. Drugą rzeczą było sprawdzenie wilgotności drewna. Drewno było dostarczone z suszarni, ale na pewno złapało trochę wilgoci - choćby z otoczenia. Żeby rozpoczęło się suche butwienie wilgotność musi przekroczyć 20%. Ja drogą kupna wyposażyłem się w wilgotnościomierz do drewna i zrobiłem pomiary. Sklejka miała 11,5 do 12% wilgotności, a lite drewno od 13 do 14%. Uznaję, że w tych warunkach grzyb nie powinien zaatakować, choć rozumiem, że szczelne zamykanie starych jachtów epoksydem może przynieść dużo problemów i tam suche butwienie może się z dużym prawdopodobieństwem pojawić, jeśli drewno nie wyschło w pełni. U mnie poziom wilgotności drewna jest na wystarczająco niskim poziomie, żeby całkowicie odsunąć zagrożenie infekcji.


 

Tak więc po pomalowaniu impregnatem, pomalowałem trzema warstwami podkładu epoksydowego, przy czym pierwsza warstwa była z dodatkiem rozcieńczalnika w ilości 20% objętościowo, aby się dobrze wchłonęła. W międzyczasie przygotowałem poziome elementy bakist z otworami, w których mogę osadzić pokrywy.





Na końcu je przykleiłem i koje są gotowe. Pokrywy nie mają zawiasów, więc można je zdjąć całkowicie i odłożyć na bok. Mają jednak wąsy, które wchodzą w odpowiednie wycięcia od strony burty, natomiast od strony przejścia będą wyposażone w zasuwki, które nawet po wywrotce nie pozwolą na ich otwarcie, a zawartość bakist pozostanie na swoim miejscu.




Jak pisałem wcześniej, rezygnuję z jaskółek przy kojach i koje były ostatnimi dużymi elementami, które montowałem wewnątrz. Dlatego zamknąłem pokład i częściowo zabudowałem kokpit. Niestety, nie mam więcej zdjęć z tego procesu. Jest za to jeden filmik, w którym pokazuję, jak idealnie wyznaczyć linię cięcia po krzywej, aby elementy doskonale do siebie pasowały.











09 kwietnia 2025

Zabudowa wnętrza 1 - podwaliny pod koje

 Blog jest w tyle za budową. Wpisy są nieregularne, ale to przez brak czasu. Niemniej jednak trzeba dopełnić obowiązku, chociaż mówiąc szczerze, prowadzenie bloga zaczyna mnie wciągać, a pisanie sprawiać przyjemność :).

Trzeba zabudować to wnętrze. Nie planuję tam super optymalnych rozwiązań, doskonałych schowków, szuflad i uchwytów na zastawę stołową. Do wyboru mam dwie opcje: będzie prosto, wręcz spartańsko, albo wcale. Wybieram pierwszą.
Jest plan na dwie koje i miejsce na kuchenkę. Na lewej burcie koja 1,9 m i 0,6 m blatu na kuchenkę, a na prawej burcie dłuższa koja 2,5 m. Żadnych stolików nawigacyjnych. Podpatrzyłem pomysł na blogu u Iana Cartera na stolik, który będzie oparty o krawędzie obu koi lub w kokpicie i to powinno wystarczyć, żeby postawić laptopa lub coś napisać. W ogóle uważam, że blog Iana jest super prowadzony, sam bardzo dużo z niego korzystam i podpatruję rozwiązania. Niestety, nie mam szans na wdrożenie tego wszystkiego u mnie.

W części dziobowej przed masztem będzie przestrzeń ładunkowa - nie będzie tam żadnych szafek czy półek. Na Atlantyk rzeczy będą umieszczone w workach i zadbam tylko o ich dobre mocowanie, czyli jakieś siatki zabezpieczające, punkty mocowania pasów, gumy transportowe i tyle. Do pływania w dwie osoby, bardziej rekreacyjnie, planuję tam umieścić toaletę turystyczną, aby zapewnić odrobinę cywilizacji. Jednej osobie na Atlantyku cywilizacja do niczego nie jest potrzebna, dlatego do dyspozycji będzie tylko wiadro :P. Aby odgrodzić część bagażową od reszty wyciąłem ściankę grodziową ze sklejki 8mm i wkleiłem po stronie kambuza. Widać to na poniższym zdjęciu.



Za nią jest pilers pod maszt, który skleiłem z trzech warstw drewna modrzewiowego. Aby pilers nie przesuwał się dołem po denniku, wykonałem zabezpieczenie -  nawierciłem otwór w pilersie i wkleiłem śrubę M8. Po odcięciu łba można było umieścić śrubę w otworze dennika. Oczywiście pilers został przyklejony do dennika dołem, a górą do wręgi.



Koje i kambuz jak dla mnie, nie mogą być wykonane według projektu. Wysokość koi jest za duża i uderzałbym głową w pokład podczas siedzenia. Ja robię koje niżej, ale za to będę mógł się swobodnie wyprostować i siedzieć nawet w kasku. Tak – planuję zabrać ze sobą lekki kask wspinaczkowy na trudniejsze warunki. Pod lewą koją będą trzy otwierane schowki i jeden schowek w kambuzie, a pod prawą koją cztery schowki. Rezygnuję z budowy jaskółek na burtach - brak na to czasu. Będą organizery z tkaniny i elastyczne siatki.

Dla mnie najtrudniej było wejść w rytm - jak złapać przyczółek, żeby później praca już szła bezproblemowo? Od czego zacząć? Jak już miałem plan wnętrza i wiedziałem, jakie mają być wysokości zacząłem od wymierzenia pionowych mini-grodzi, na których zabudowana jest koja. Wszystkie te mini-grodzie, dzielące przestrzeń pod koją na kilka schowków, musiały być w pionie i na jednej wysokości. Najprostszym rozwiązaniem byłoby skorzystać z poziomnicy laserowej, rzucającej promień lasera dookólnie, ale wcześniej musiałbym idealnie wypoziomować kadłub. Na początku próbowałem to robić, ale nie zamocowałem go wystarczająco stabilnie i przechylał się nieznacznie pod moim obciążeniem, raz w jedną, a raz w drugą stronę. Było to może kilka milimetrów, ale na linii rzucanej przez poziomnicę różnica była już nieakceptowalna. Dlatego przenosiłem piony i poziomy od wewnętrznych części kadłuba jak wręgi i denniki. Na pierwszym zdjęciu jest widoczna część konstrukcji, która pozwoliła mi na wyznaczenie płaszczyzny pierwszych pionowych elementów pod kojami. Na poniższym widać już narysowaną na burcie wyznaczoną linię.



Następnie przystąpiłem do wycięcia z płyty boku koi. Musiałem odwzorować kształt dna, do czego posłużyłem się szablonem wycinanym ze spienionego PCV i klejonego cyjanoakrylem.


Po wycięciu i wstępnym zamocowaniu, robiłem szablony ze sklejki do mini-grodzi pod kojami (nie wiem, czy istnieje jakaś poprawna nazwa żeglarska), a następnie wycinałem je ze sklejki.  Na ich prostych krawędziach wkleiłem listwy 20x30, aby móc mocować do nich ścianę boczną i płytę poziomą koi.




Arkusze sklejki 8mm nie były proste, dlatego po wycięciu kleiłem do nich listwy na prostym profilu stalowym 60x60. 

Następnie gotowe mini-grodzie wklejałem do kadłuba na żywicę epoksydową z dodatkiem ciętego włókna szklanego West System. Kilka zdjęć z tego procesu. Najpierw w miejscu łączenia nakładałem na kadłub masę, a następnie po obu stronach starałem się wszystko wyrównać szpatułką. Niestety, dodatek szkła spowodował, że wszystko miało konsystencję gluta, włókna zachowywały się jak spaghetti, więc nie ma takiej gładkości, jaką uzyskałem przy wypełnianiu naroży. Nie było to jednak niezbędne.

















Jak już wszystkie mini-grodzie były na swoim miejscu, przykleiłem na stałe boczną ścianę koi. Użyłem długiej poziomnicy, aby po sklejeniu z listwami 20x30, ściana była idealnie prosta.





06 marca 2025

I co dalej?

 Do tej pory robota jakoś szła. Przychodziłem, wiedziałem, na jakim etapie jestem i co mam robić dalej. Wiedziałem też, jak to robić. Teraz, gdy kadłub został odwrócony, zostałem kompletnie wybity z rytmu. Oczywiście wiem, że trzeba zabudować wnętrze i zrobić poszycie pokładu, ale to są ogólniki, a ja potrzebuję mieć plan, jak to zrobić.

Poszycie pokładu wydaje się proste, bo w niczym nie różni się od poszywania kadłuba z tym, że ja chcę najpierw zabudować wnętrze. Przyczyna jest prosta - zacząłem budowę dość późno i czasu nie mam wiele. Nie mogę więc dopuścić do sytuacji, że po pokryciu pokładu będę musiał tracić czas na przymusowy kurs jogi w celu nabycia giętkości niezbędnej do zabudowy wnętrza. Postanowiłem więc wybrać drogę krótszą, kosztem wybicia się z rytmu poszywania sklejką drewnianego szkieletu.

No dobra - postanowione, robię środek. Ale od czego zacząć? Nie mam punktów odniesienia, siedzę, gapię się jak sroka w gnat, rozmyślam, a robota się nie posuwa. Chcę przemyśleć wszelkie prace, żeby uniknąć błędów i poprawek, ale brak fizycznych postępów coraz bardziej irytuje. I oto wpadam na pomysł - rób to, co wiesz. Hmm... nie ma tego dużo, więc zaczynam "filletowanie". 

Wypełnianie żywicą wszystkich naroży i wyprowadzenie ich "na okrągło" ma dwa cele. Po pierwsze wzmacnia łączenie elementów (wzdłużników ze sklejką, dwóch sklejek łączonych pod kątem itp.), jak również przynosi efekt czysto estetyczny. Tyle wyczytałem z mądrych książek i usłyszałem od "wiedzących" i nawet jeśli istnieją kolejne powody, to już pierwszy z wymienionych jest warunkiem wystarczającym, żeby to robić. Koniec rozmyślań - do dzieła!

Używałem żywicy Havel, którą stosowałem do laminowania i Epidian 5, próbowałem różnych wypełniaczy jak wypełniacz kwarcowy, krzemionka koloidalna, pył drzewny ze szlifowania. W końcu doszedłem do wniosku, że najlepiej wychodzi mi Epidian 5 + utwardzacz TFF i pomieszane, wcześniej wymienione wypełniacze. Wypełniacze dawałem na oko, powiedzmy 2/5 kwarcu, 2/5 krzemionki i 1/5 pyłu ze szlifowania. Przewaga żywicy Epidian nad Havelem była taka, że Epidian 5 jest już sam w sobie konsystencji miodu, co spowalnia spływanie z pionowych powierzchni, utwardzacz TFF wiąże bez problemu w niskich temperaturach, a w temperaturach ok 18 st. C dość szybko żeluje - masa zastyga zanim spłynie. Dobrze, a nawet lepiej pracowało się z Epidianem 5 i utwardaczem Z1, ale nie daje się tego dobrze szlifować nawet po dwóch tygodniach. Jest to kwestia niskich temperatur - jak napalę w piecyku, w garażu jest bardzo ciepło, ale jak wygaśnie, dość szybko się wychładza. Temperatura szybko spada do 5 stopni i dlatego TFF jako przystosowany do niskich temperatur, sprawdza się lepiej.

Poniżej kilka zdjęć. Widać na nich, że kolor żywicy różni się w zależności od typu wypełnienia. Miałoby to znaczenie, gdybym chciał zachować rysunek drewna i pokryć wszystko lakierem bezbarwnym. Do tego jednak wymagana jest precyzja, na którą po pierwsze - potrzeba cierpliwości, po drugie - chęci, a po trzecie - czasu. Nie mam żadnej z tych rzeczy. Drewno nie jest moim "umiłowanym" materiałem, nie chcę mieć wewnątrz wrażenia siedzenia w leśniczówce, a o braku czasu nawet szkoda gadać! Dlatego pomaluję wszystko na biało, bo ma być estetycznie i jasno. Kolor szpachli w takim razie nie ma większego znaczenia, bo i tak przykryje to farba.






Masę wyciskałem na krawędzie z woreczka śniadaniowego z obciętym rogiem - jak cukiernik. Do wykończenia krzywizny użyłem specjalnej gumowej packi do silikonów, dostępnej w marketach budowlanych.








13 lutego 2025

Energia elektryczna na jachcie

 Postanowiłem odetchnąć trochę od budowy kadłuba i pomyśleć, jak zorganizować sprawę energii elektrycznej na jachcie. Oczywiście jest na to jeszcze sporo czasu, ale dla higieny umysłu przyda się zrobić kilka obliczeń.

Ograniczenia w regulaminie regat mówią o mocy panelu fotowoltaicznego, który nie może przekraczać 50W. Czy to dużo, czy mało? - jak zwykle odpowiedzią najbardziej pasującą jest  "To zależy...". Zależy oczywiście od zapotrzebowania na energię, ale ponieważ to moc panelu jest z góry określona, to zapotrzebowanie na energię należy dostosować właśnie do niego.

Na początku może policzmy (chociaż lepszym słowem byłoby "oszacujmy"), ile tej energii jesteśmy w stanie pozyskać.

Produkcja energii.

1. Nominalna moc panelu pv - 50W
2. Efektywność, czyli sprawność po odjęciu strat systemowych

  • straty w panelu PV -  strata wynosi 0,4% na każdy stopień powyżej 25 st. C. Panel może osiągnąć temperaturę 50 - 60 stopni więc przyjmijmy, że jest to 12%,
  • strata w przetwarzaniu napięcia przez kontroler MPPT: 3%,
  • strata na przewodach 6mm^2: 1,2%,
  • straty w akumulatorze AGM: 10%, LiFePO4: 2%.

Sumaryczna efektywność systemu:

  • dla akumulatora AGM: 100 - 26,2 = 73,8%,
  • dla akumulatora LiFePO4: 100 - 18,2 = 81,8%.
3. Nasłonecznienie

Efektywność nasłonecznienia w dni pochmurne: 20%

Trasa pierwszego etapu regat Portugalia - Teneryfa w listopadzie:

  • średnia liczba godzin efektywnego nasłonecznienia: 4h
  • dni pochmurne: 30%

Trasa drugiego etapu regat Teneryfa - Martynika w grudniu:
  • średnia liczba godzin efektywnego nasłonecznienia: 5h
  • dni pochmurne: 20%
średni czas nasłonecznienia z uwzględnieniem dni pochmurnych: 
  • I etap: 0,7 * 4 + 0,3 * 0,2 * 4 =  2,8 + 0,24 = 3,04h
  • II etap: 0,8 * 5 + 0,2 * 0,2 * 5 =  4 + 0,2 = 4,2h

4. Średnia ilość produkowanej energii 
Mając powyższe dane, można łatwo policzyć średni dobowy uzysk energii na każdym etapie.

pierwszy etap:
- AGM: 3,04 * 0,738 * 50 ~ 112 Wh
LiFePO4: 3,04 * 0,818 * 50 ~ 124 Wh

drugi etap:
- AGM: 4,2 * 0,738 * 50 ~ 155 Wh
LiFePO4: 4,2 * 0,818 * 50 ~ 172 Wh

Zużycie energii

Gdy już mamy oszacowaną produkcję, wiemy na ile możemy sobie pozwolić. Widać od razu, że więcej urządzeń zasilimy na drugim etapie i w sytuacji, gdy mamy akumulator LiFePO4. Policzmy teraz zużycie energii. Urządzenia, które przewiduję na jachcie:
  1. Oświetlenie nawigacyjne topowe 3W - 0,25A, czas pracy: 10h/dobę,
  2. AIS klasy B: 0,25 A, czas pracy 12h/dobę,
  3. Radio VHF (głównie słuchanie, nadawanie sporadyczne): 0,1A, czas pracy 12h/dobę,
  4. Oświetlenie wewnętrzne 1W: 0,08, czas pracy 3h/dobę.
Dodatkowo będę miał:
  1. Głośnik bt Clip5 - pojemność baterii  5,2 Wh, ładowanie codziennie,
  2. Smartfon - pojemność baterii  17,33 Wh, ładowanie codziennie,
  3. Tablet - pojemność baterii 25 Wh, ładowanie co 3 dni,
  4. Laptop - pojemność baterii 50 Wh, ładowanie co 3 dni,
  5. Kamera GoPro - pojemność baterii 6,6 Wh, ładowanie codziennie.
Na tej podstawie policzyłem dobowe zużycie energii [A * V * h = Wh]:
  1. Oświetlenie nawigacyjne: 0,25 * 12 * 10 = 30 Wh,
  2. AIS: 0,25 * 12 * 12 = 36 Wh,
  3. Radio VHF: 0,1 * 12 * 12 = 14,4 Wh,
  4. Oświetlenie wewnętrzne: 0,08 * 12 * 3 = 2,88 Wh,
  5. Głośnik bt: 5,2 Wh,
  6. Smartfon: 17,33 Wh,
  7. Tablet: 8,3 Wh,
  8. Laptop: 16,7 Wh,
  9. Kamera GoPro: 6,6 Wh.
Sumaryczne zużycie energii jest w zaokrągleniu równe 138 Wh, co oznacza, że na pierwszym etapie nie można sobie na to pozwolić! Albo zmniejszę zużycie energii, albo będę coraz mocniej rozładowywał akumulator. Ja rozwiążę to tak, że na pierwszym etapie zrezygnuję z laptopa i tableta. 
Oczywiście, może się zdarzyć, że wszystkie dni będą słoneczne lub wszystkie będą pochmurne i wówczas będę wdrażał tryby oszczędzania energii w zależności od potrzeb.


Pojemność akumulatora

Pozostała jeszcze jedna rzecz do policzenia - pojemność akumulatora. Do tego zakładam, że mogą wystąpić trzy dni bez słońca z rzędu - dla uproszczenia zakładam całkowity brak ładowania. Pojemność akumulatora powinna zabezpieczyć wyliczone zapotrzebowanie na ten okres. Policzmy:

138 Wh * 3 = 414 Wh

Przeliczmy to na Ah dla ułatwienia obliczeń:

414 / 12 = 34,5 Ah

Tyle energii wyciągnę z akumulatora przez trzy dni. Żeby akumulator się nie uszkodził na skutek zbyt głębokiego rozładowania, nie można rozładowywać głębiej niż:
  • dla kwasowych (w tym AGM): 50% pojemności,
  • dla LiFePO4: nawet do 100%, ale dla większej żywotności przyjmijmy 90%
Tak więc docelowa pojemność akumulatorów nie powinna być mniejsza niż:
  • dla AGM: 34,5 / 0,5 = 69 Ah,
  • dla LiFePO4:  34,5 / 0,9 = 38,3 Ah.

I to by było na tyle. Mam nadzieję, że komuś przydadzą się te moje wywody. Jest to szablon, dzięki któremu można zrobić bilans energetyczny, podstawiając swoje dane. 


PS. Na koniec mała porada

Przeglądając różne oferty paneli fotowoltaicznych, szczególnie na chińskich portalach, normą jest, że sprzedawcy zawyżają moc paneli. Na szczęscie łatwo to zweryfikować, licząc powierzchnię panelu. 

Wydajność paneli słonecznych jest zróżnicowana w zależnośći od technologii i obecnie najbardziej sprawne są panele monokrystaliczne (czarne), które mają sprawność 20 do maksymalnie 22%. Jeśli chcemy kupić panel o mocy 50W, to musimy policzyć, jaka powinna być jego powierzchnia. Obliczenia wyglądają tak:

Standardowe natężenie promieniowania słonecznego: 1000 W/m2.
Przy maksymalnej sprawności 22% oznacza to, że z każdego metra kwadratowego panelu możemy uzyskać 220 W. Aby uzyskać 50 W, powierzchnia panelu powinna wynosić:

50W / (1000 W/m2 * 0,22) = 0,227 m2

Dla porównania, panel o wymiarach 50 cm × 45 cm ma powierzchnię 0,225 m2, co jest bardzo bliskie tej wartości. W rzeczywistości oprócz samego ogniwa jest jeszcze ramka, co dodatkowo powiększa rozmiar. 

Jeżeli w ofercie widzimy "panel 50 W", ale jego wymiary są znacząco mniejsze (np. 30 cm × 30 cm = 0,09 m2), to oznacza, że jego realna moc jest zawyżona i faktycznie może mieć jedynie około 20 W.


I ostatnia rzecz - regulator. Mamy tanie regulatory PWM i droższe MPPT.
Regulator MPPT ma sprawność na poziomie 97-98%, ponieważ dynamicznie dopasowuje napięcie i prąd, aby maksymalnie wykorzystać moc paneli.

Regulator PWM działa mniej efektywnie, ponieważ obniża napięcie paneli do poziomu akumulatora, co powoduje straty energii. Sprawność regulatora PWM zależy od różnicy między napięciem paneli a napięciem akumulatora, ale zazwyczaj wynosi około 75-80%.

To oznacza, że MPPT może dostarczyć nawet 30% więcej energii do akumulatora niż regulator PWM w typowych warunkach. Warto wziąć to pod uwagę, projektując instalację na jacht.

Ja póki co mam zakupiony regulator i panel.




03 lutego 2025

Wielki dzień - odwracanie kadłuba

Odwracanie kadłuba to szczególna chwila w budowie. Z jednej strony zostało jeszcze całe mnóstwo prac wewnątrz i na pokładzie, ale z drugiej strony oznacza koniec ważnego etapu. Można pozbyć się helingu, a kadłub trzyma się kupy samodzielnie. 

Wstrzymywałem się z odwracaniem, bo zamówiłem wycięcie płetwy balastowej na wycinarce plazmowej cnc i trochę się przeciągało jej wykonanie. Pomyślałem, że znacznie łatwiej będzie mi montować ją, jak kadłub będzie dnem do góry - niestety, po dwóch tygodniach czekania okazało się, że padł sterownik silnika osi Z w wycinarce i wykonanie płetwy przeciągnie się o kolejne dwa tygodnie. No trudno - postanowiłem, że kadłub odwrócę, żeby nie tracić czasu, a płetwę później, już na spokojnie będę jakoś dopasowywał.

Najpierw zabezpieczyłem kadłub na pasach transportowych mocowanych do obrotowej rury pod stropem. Potem usunąłem całkowicie heling. Do pomocy przy odwracaniu poprosiłem brata - pierwszy pomocnik w mojej szkutni :). Łódka lekka, dodatkowo patent pozwalający ją podwiesić pod stropem i odwrócić w stanie podwieszonym pozwalał sądzić, że obejdzie się bez większych trudności. Taki był plan, jednak okazało się, że podczas odwracania burta opiera się o podłogę. Była chwila słabości, gdy brat trzymał łódkę od strony pokładu, ja od strony dna, łódka leci na mnie i obaj wiemy, że tak się długo utrzymać jej nie da, ale w tym momencie przyjechał kolega z nieoczekiwaną wizytą - doskonałe wyczucie czasu :). 

Poniżej kilka zdjęć z procesu odwracania.











Po odwróceniu miałem wrażenie, że łódka jest jakaś taka większa. Zmieniiło się postrzeganie i wnętrze jest jasne - może dlatego. Cały czas nurtują mnie pytania: na jakim etapie czasowo się znajduję, jeśli chodzi o tę budowę? Czy to połowa drogi, czy dalej? A może to jak z budową domu, gdzie stan surowy to dopiero początek? Jak sobie poradzę z zabudową wnętrza? Czy zdążę do czerwca na zaplanowane wodowanie? Na razie nie znam odpowiedzi, ale jedno wiem na pewno - 300h potrzebne na wybudowanie Setki, o których pisze konstruktor, pan Janusz Maderski, dla mnie jest nieosiągalne. Może to przez brak doświadczenia w budowie łódek, może przez brak utrzymywania odpowiedniej dyscypliny pracy, a może jedno i drugie naraz. Sam przyłapuję się, że często stoję i rozmyślam, jak coś zrobić, zamiast to robić. Nic to - będę kontynuował tę nierówną walkę, a o postępach nie omieszkam napisać na blogu :).

10 stycznia 2025

Szpachlowanie... szlifowanie... malowanie...

Wbrew pozorom laminowanie to fajna i szybka praca. Poniekąd wymusza to technologia, bo żywica ma swój czas pracy i trzeba się spieszyć. To, co nastąpiło później, już takie fajne nie było.

Po laminowaniu całość trzeba przeszlifować papierem - po pierwsze, żeby usunąć wszelkie nierówności i ostre końce stwardniałych włókien tkaniny szklanej, po drugie, żeby poprawić przyczepność kolejnych warstw i po trzecie, żeby pozbyć się polepu, który pojawia się na powierzchni laminatu. Nie jest to jakaś szczególnie męcząca praca, jak ma się szlifierkę oscylacyjną i dobry papier. Do stali od dawna używam wyłącznie materiałów od 3M i różnica w stosunku do czegokolwiek innego jest kosmiczna. Nie znalazłem żadnego papieru od innych producentów, który nawet nieznacznie zbliżałby się do tego, co oferuje 3M. Nie - 3M mnie nie sponsoruje - po prostu dzielę się doświadczeniem, które może komuś ułatwić pracę i zaoszczędzić nerwów. 

Nie inaczej było ze szlifowaniem laminatu. Pady na rzep do szlifierki oscylacyjnej z nasypem korundowym dawały radę na drewnie, ale na laminacie szybko się tępiły i nie brały materiału tak agresywnie, jak na początku. Przy szlifowaniu większych powierzchni szybko następuje zmęczenie i frustracja, bo robota po prostu nie idzie. Pady 3M z nasypem ceramicznym Cubitron II to inna liga - praca staje się łatwa, nie męcząca i widać postępy. Przy takiej pracy, jak wielokrotne szlifowanie, ma to niebagatelne znaczenie dla samopoczucia i motywacji. 

Tak więc na początku przeszlifowałem wszystko na gładko. Pokazały się widoczne miejsca, gdzie należałoby nałożyć szpachlę, ale też wiele miejsc wychodzi dopiero do pomalowaniu, dlatego po przeszlifowaniu od razu pomalowałem całość podkładem epoksydowym, zostawiając pas ok. 30 cm od krawędzi burty. Będzie tam laminowanie łączenie z pokładem i wolałem, żeby warstwa farby nie była przekładką pomiędzy warstwami szkła.


Dopiero po pomalowaniu ujawniły się wszelkie nierówności. Zrobiłem szpachlę ze żywicy, którą używałem do laminowania zmieszaną z mikrobalonami. Wyszła fajna masa do nakładania, lekka i stosunkowo łatwa do szlifowania. Po nałożeniu i stwardnieniu masy ponowne wyszlifowałem i pomalowałem epoksydem. Niedociągnięć było już niewiele, ale jeszcze raz poszpachlowałem i przeszlifowałem. To już wystarczyło. W sumie dwa cykle - malowanie, szpachlowanie, szlifowanie - wystarczyły, aby kadłub był bez żadnych nierówności i wgłębień.






Na koniec położyłem jeszcze jedną warstwę podkładu epoksydowego. Pierwotnie planowałem pomalować dół na gotowo farbą wierzchnią i antyporostową, ale stwierdziłem, że w tzw. międzyczasie pewnie coś się jeszcze uszkodzi i będę musiał malować ponownie. Dlatego malowanie zostawiam na sam koniec, jak już będzie zrobiony cały kadłub z pokładem.